Pielęgniarstwo – ginący zawód?
Archiwalny tekst z 2017 roku o brakach kadrowych, przechodzeniu doświadczonych pielęgniarek i położnych na emeryturę oraz obawach środowiska o przyszłość zawodu.

Od 1 października kobiety w wieku 60 lat mogą przejść na emeryturę. Skrócenie wieku emerytalnego wpłynęło też na ilość pielęgniarek i położnych. Jest nas mało, a będzie jeszcze mniej.
Od dziś możemy zacząć odliczanie… Tylko w tym roku około 12 tysięcy pielęgniarek i położnych nabędzie uprawnienia emerytalne.
Według rejestrów Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych w ciągu najbliższych 4 lat może to być nawet 40 tysięcy osób. Jeśli przyjmiemy te założenia, to tak jakby miasto wielkości Bolesławca lub Chojnic zniknęło nagle z mapy.
Odejdą wykwalifikowane i doświadczone osoby, po liceach pielęgniarskich, po studiach uzupełnianych "pomostowo", po kursach i po specjalizacjach.
Zaczął się właśnie proces ginięcia naszego zawodu.
To już nie są prognozy.
To się dzieje.
Nota redakcyjna
Ten tekst został opublikowany w 2017 roku, w czasie wejścia w życie przepisów obniżających wiek emerytalny. Zachowujemy go w archiwum portalu jako zapis ówczesnych obaw środowiska pielęgniarek i położnych dotyczących braków kadrowych, starzenia się grupy zawodowej i ryzyka odpływu doświadczonych osób z systemu ochrony zdrowia. Tekst ma charakter publicystyczny i interwencyjny. Dane oraz prognozy odnoszą się do momentu publikacji. Aktualną sytuację kadrową należy każdorazowo oceniać na podstawie najnowszych raportów Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, Ministerstwa Zdrowia, GUS oraz innych źródeł systemowych.
Dlaczego wtedy ten tekst był tak mocny?
W 2017 roku dyskusja o wieku emerytalnym pielęgniarek i położnych nie rozmową o tym, kto zostanie przy pacjencie, jeśli z systemu jednocześnie odejdzie duża grupa najbardziej doświadczonych osób. Środowisko od lat mówiło o starzeniu się kadry, zbyt małej liczbie absolwentów, przeciążeniu dyżurami i braku następczyń w wielu miejscach. W tamtym czasie w środowisku często pojawiało się gorzkie określenie „dinozaury”. Nie dlatego, że starsze pielęgniarki i położne były niepotrzebne. Przeciwnie, dlatego, że były bezcenne, doświadczone i często niezastąpione. Problem polegał na tym, że system przez lata opierał się właśnie na nich. Na osobach, które brały dodatkowe dyżury, zostawały po godzinach, szkoliły młodszych, łatały braki kadrowe i utrzymywały ciągłość opieki tam, gdzie organizacyjnie dawno powinny być dodatkowe etaty. Gdy takie osoby zaczynają odchodzić, system bardzo szybko odkrywa, że nie traci „jednego numeru w grafiku”. Traci doświadczenie, pamięć oddziału, praktyczną wiedzę i poczucie bezpieczeństwa zespołu.
Czy ten temat się zestarzał?
..............
Choć tekst pochodzi z 2017 roku, pytanie o bezpieczeństwo kadrowe pielęgniarstwa i położnictwa nadal pozostaje aktualne. Zmieniają się dane, raporty, programy kształcenia i komunikaty instytucji, ale podstawowe pytanie brzmi podobnie: czy system ochrony zdrowia potrafi zatrzymać doświadczone osoby, przyciągnąć młode i stworzyć warunki, w których zawód nie będzie wyborem heroizmu, tylko stabilnej, szanowanej pracy?
Dlatego ten materiał zostaje w naszym archiwum. Jako świadectwo momentu, w którym środowisko bardzo głośno powiedziało: bez pielęgniarek i położnych ten system po prostu nie działa. Ten artykuł z 2017 roku przypomina, że kryzys kadrowy w pielęgniarstwie i położnictwie nie pojawił się nagle. Był widoczny, opisywany i komentowany już wiele lat temu.




























